niedziela, 6 grudnia 2020

Chwila radości

 Chyba nie byłam zbyt grzeczna, bo Mikołaj o mnie zapomniał.  Musiałam sama zapewnić sobie drobny upominek - zamówiłam więc sobie obiad w mojej ulubionej karczmie :) Dziś do każdego zamówienia był jabłecznik :)
I taką mam małą chwilę przyjemności. 

Częstujcie się - chętnie się podzielę.

Ogólnie nie mam dobrego czasu, ale nie ma wyjścia, jak iść dalej....





W tym roku jakoś szybko wyciągnęłam część ozdób. Nie mam głowy do dekoracji, ale zachciało mi się czegoś, co jakoś ociepli ostatni czas.


Pozdrawiam wszystkich zaglądających.

czwartek, 12 listopada 2020

Projekt rama - część I

 Odkąd zaczęłam czytać pisma wnętrzarskie inaczej patrzę na stare, zużyte, czasem wyrzucane rzeczy.

Zerkam co stoi obok śmietnika ;) I tak właśnie wypatrzyłam czarne, duże ramy. W mojej szkole robią porządki
i przy śmietniku stoją piękne, stare czarne ramy. Jedna jeszcze czeka na transport - nie zmieściła się w mojej Toyocie ;) Ale pierwsza już jest i zrobiłam z nią szybką i fajną (moim zdaniem) dekorację. Brakowało mi kolejnego czarnego akcentu w mojej sypialni.

Rama została umyta i postawiona pod ścianą. Owinęłam ją sznurem świetlnym i już. Voila! :)

Zobaczcie jak wygląda :)










Druga rama jest długa i wąska. Z nią będzie więcej pracy, ale pochwalę się oczywiście co wymyśliłam i do czego mi posłuży.

Na koniec zapraszam na kawkę i piernikowe pralinki - wprawki przed świętami ;) Dziś zrobiłam orzechowe (z masła orzechowego). Obie partie są pyszne!



Zaraz połowa listopada.... Czas ucieka.....

Ściskam Was mocno :)

sobota, 24 października 2020

Zwykłe dni

 Każdy dzień niesie coś nowego, każdy jest inny. Jednego dnia mogę góry przenosić, innego nie mam siły wstać
z łóżka.

Dziś udało mi się ogarnąć już prawie całe mieszkanie. Mam chwilę tylko dla siebie. Jeszcze tylko posprzątać kuchnię po obiedzie i odkurzyć. Na 16 mam umówioną jadę konną. Wieczorem planuję zapalić świece, zrobić kawkę (inkę) i wskoczyć pod koc z książką :)

I takie są właśnie moje zwykłe dni. Staram się je zapełnić na maksa....





Wczoraj miałam kiepski dzień, mimo wspaniałych dzieci w szkole, które mają w sobie mnóstwo empatii, ciekawości świata i serdeczności....

Po lekcjach ruszyłam zatem do schroniska, gdzie jestem wolontariuszem i ponad 2 godziny szwendałam się po lesie z psami. Nie wiem czy pomogło, ale słońce świeciło cudnie, psy były w miarę grzeczne, a powietrze pachniało taką jesienią, jaką najbardziej lubię....






Jutro ma być piękna pogoda i godzinka w gratisie więc pewnie znów wezmę psiaka i w las :)

Życzę Wam dobrego tygodnia i zdrowia w tych ciężkich czasach.

m.




niedziela, 18 października 2020

Od zawsze

 Nie wiem czy nie było u mnie już posta o takim tytule :)

Od zawsze bardzo lubię zwierzęta - to mam po moim Tacie -  ale szczególny sentyment czuję do koni.... Powiedziałabym, że kocham konie, ale jakoś weszło mi, że kocha się ludzi ;) Zatem ogromnie (!!) lubię konie i od dziecka marzyłam o jeździe konnej. Wiecie, ci książęta na koniach, Baśka z Pana Wołodyjowskiego, Arabella (ktoś pamięta?). Stukot końskich kopyt po zamkowych dziedzińcach :) Magia <3 Takie dostojne, silne, z gracją.....

Marzenia o jeździe zaczęłam spędzać jako dorosła kobieta. Zaczęłam chyba z 14 lat temu, miałam dłuuuugie przerwy, ale ciągnęło mnie nieustannie....Nigdy nie udało mi się zagalopować (zazwyczaj coś stawało na przeszkodzie, żeby dalej jeździć do stadniny). 

Niedawno minął rok od operacji i postanowiłam na poważnie już wrócić. Jestem na razie po dwóch jazdach - zapomniałam jakie to cudowne uczucie! Wczoraj niechcący koń zagalopował (choć nie powinien) i to było jeszcze wspanialsze! Chcę być w tym systematyczna i doskonalić się w sztuce jeździectwa :)

Obcowanie z końmi daje mi niesamowity spokój, a podczas jazdy muszę się skupić na niej i odpowiednim pokierowaniu koniem. Podczas spokojnego stępu można sobie podziwiać przyrodę, oderwać się od wszystkiego :)











Życzę Wam dobrego tygodnia i dziękuję za słowa wsparcia. 


Jak widzicie próbuję żyć nadal, cieszyć się, szukam spokoju i ukojenia....

m.


niedziela, 11 października 2020

Jestem....

 Dzień dobry

Nawet nie wiem jak zacząć.... Długo mnie tu nie było.... Najdłuższa przerwa od chwili powstania bloga. I nie to, że nie chciałam, nie myślałam, nie zaglądałam do Was. Byłam cały czas, tylko, że.....

Tylko, że 29 lipca moje serce na moment przestało bić, a kiedy po chwili znów zaczęło, biło już inaczej.... 
I tak już zostało.... Tego dnia, dość nieoczekiwanie odszedł mój ukochany Tatuś.... <3 Nie będę się nad tym rozwodzić.... Uczę się żyć na nowo, z poranionym sercem i czymś, czego jeszcze nie umiem nazwać....

Dlatego wracam dopiero teraz. Wracam silniejsza - nie wiedziałam, że mam w sobie tyle siły i potrafię stawić czoła największej (w moim odczuciu) tragedii.

Chcę Wam opowiedzieć o tylu rzeczach, zmianach.... Opowiem, powoli. Albo nawet szybko - może tego potrzebuję?

Dziś zaparzyłam sobie kawę, postawiłam ją obok siebie, na parapecie, żeby mieć pod ręką podczas czytania
i patrząc na nią zobaczyłam tę chwilę, ten moment. Chwyciłam za telefon
i bez żadnych stylizacji, aranżacji zaczęłam robić zdjęcia. Bo ta chwila już się nie powtórzy, trzeba się nią cieszyć póki jest. Jak wiele takich pięknych chwil miałam, a nie potrafiłam docenić....
I przypomniał mi się fragment "Dzienniczka" św. Faustyny:

"O życie szare i monotonne, ile w tobie skarbów. Żadna godzina nie jest podobna do siebie, a więc szarzyzna
i monotonia znikają, kiedy patrzę na wszystko okiem wiary. Łaska, która jest dla mnie w tej godzinie, nie powtórzy się w godzinie drugiej. Będzie mi dana w godzinie drugiej, ale już nie ta sama. Czas przechodzi, a nigdy nie wraca".

To takie moje przesłanie na najbliższy czas....







Dobrego tygodnia.

m.


sobota, 11 lipca 2020

Śniadanie na pomoście

Podczas wakacji mąż mojej przyjaciółki zajmuje się badaniem ichtiofauny jezior. Ostatnio zamieściła na swoim profilu zdjęcie parzącej się na pomoście kawy. I tak mi się zatęskniło za taką kawą o poranku, nad jeziorem... Patrzyłam na zdjęcie z zazdrością, a potem nagle! Hej! Mieszkam w mieście, które ma w swoich granicach chyba 15 jezior!! Też mogę wypić poranną kawę na pomoście, nad pięknym jeziorem.
No i dziś wypiłam! I zjadłam też śniadanie (może niezbyt zdrowe, ale trudno, czasem można). Zapakowałam się do auta i o 8 rano zameldowałam na pustej plaży, gdzie w spokoju napawałam się widokami, wodą i rybami :) Po po śniadaniu ległam na brzuchu i gapiłam się w rybki :) Życie pod wodą jest mega ciekawe :))
Jednym słowem - rozpoczęłam dzień naprawdę wspaniale :)











Ahoj! Niech tylko więcej słońca wyjdzie i będzie super! 
Uściski wakacyjne :))