Dzień dobry
Nawet nie wiem jak zacząć.... Długo mnie tu nie było.... Najdłuższa przerwa od chwili powstania bloga. I nie to, że nie chciałam, nie myślałam, nie zaglądałam do Was. Byłam cały czas, tylko, że.....
Tylko, że 29 lipca moje serce na moment przestało bić, a kiedy po chwili znów zaczęło, biło już inaczej....
I tak już zostało.... Tego dnia, dość nieoczekiwanie odszedł mój ukochany Tatuś.... <3 Nie będę się nad tym rozwodzić.... Uczę się żyć na nowo, z poranionym sercem i czymś, czego jeszcze nie umiem nazwać....
Dlatego wracam dopiero teraz. Wracam silniejsza - nie wiedziałam, że mam w
sobie tyle siły i potrafię stawić czoła największej (w moim odczuciu)
tragedii.
Chcę Wam opowiedzieć o tylu rzeczach, zmianach.... Opowiem, powoli. Albo nawet szybko - może tego potrzebuję?
Dziś
zaparzyłam sobie kawę, postawiłam ją obok siebie, na parapecie, żeby
mieć pod ręką podczas czytania
i patrząc na nią zobaczyłam tę chwilę,
ten moment. Chwyciłam za telefon
i bez żadnych stylizacji, aranżacji
zaczęłam robić zdjęcia. Bo ta chwila już się nie powtórzy, trzeba się
nią cieszyć póki jest. Jak wiele takich pięknych chwil miałam, a nie potrafiłam docenić....
I przypomniał mi się fragment "Dzienniczka" św.
Faustyny:
"O życie szare i monotonne, ile w tobie skarbów. Żadna godzina nie jest
podobna do siebie, a więc szarzyzna
i monotonia znikają, kiedy patrzę na
wszystko okiem wiary. Łaska, która jest dla mnie w tej godzinie, nie
powtórzy się w godzinie drugiej. Będzie mi dana w godzinie drugiej, ale
już nie ta sama. Czas przechodzi, a nigdy nie wraca".
To takie moje przesłanie na najbliższy czas....
Dobrego tygodnia.
m.