Dziś rano, wychodząc na autobus do pracy poczułam pierwszy raz tej jesieni prawdziwy jej zapach. Zapach deszczu, wilgotnej ziemi i mokrych liści. To jest prawdziwy zapach jesieni! I wdychałam, wdychałam, wdychałam... I już wiedziałam, że do koloru jesieni dodam jej zapach. Ale na początku był kolor. Bo każdy wie, że jesień to mistrzyni kolorów (może nawet przebija wiosnę w tym względzie?). Bo gdzie nie spojrzeć tam aż po oczach bije szaleństwo barw wszelakich. Jadąc w piątek do Rodziców mijałam piękne, barwne aleje.
I stwierdziłam, że mogłabym tak po prostu patrzeć, patrzeć i chłonąć aż do bólu.
Aż do nasycenia ( parafrazując Wicię - "jak się napatrzę, to tak nie nienawidzę!"). A ja bym chciała tak się napatrzeć na zapas, aż do utraty tchu, do głębi... Kolory powoli mijają, robi się mokro... Ale to nic, nie ma co narzekać. Takie dni też mają swój urok i czar. Trzeba tylko dać im szansę. Zatem, aby jeszcze choć trochę dodać kolorów do życia - TADAM!
I stwierdziłam, że mogłabym tak po prostu patrzeć, patrzeć i chłonąć aż do bólu.
Aż do nasycenia ( parafrazując Wicię - "jak się napatrzę, to tak nie nienawidzę!"). A ja bym chciała tak się napatrzeć na zapas, aż do utraty tchu, do głębi... Kolory powoli mijają, robi się mokro... Ale to nic, nie ma co narzekać. Takie dni też mają swój urok i czar. Trzeba tylko dać im szansę. Zatem, aby jeszcze choć trochę dodać kolorów do życia - TADAM!
Od wczoraj jeszcze jeden kolor na jesień. Nowa książka Szymona Hołowni "Holyfood". Bardzo lubię autora i Jego książki. Mają niestety jedną wadę - nie da się ich czytać szybko (a ja lubię szybko czytać). A te trzeba powoli i z ołówkiem w ręku :)
Uściski
Mahda